Wygląda, że opium jest ludzkości do szczęścia koniecznie potrzebne?
W tym roku Wielkanoc wypadła 20 kwietnia.
Tego samego dnia (cóż za zbieg okoliczności: w najbliższym tysiącleciu taka sytuacja powtórzy się zaledwie 33 – trzydzieści trzy, proszę zauważyć – razy), w którym w USA od jakiegoś czasu organizuje się Wiece Trawy. Zgromadzenia Gandzi. Manifestacje zwolenników konopi.
Legalizacji i użycia. Pot Rallies.
Jedna z nich odbyła się w Denver. Pierwszy raz od uchwalenia sześćdziesiątej czwartej poprawki
do konstytucji (stanu Kolorado), zgodnie z którą każdy obywatel powyżej 21 roku życia, a więc pełnoletni, może posiadać pewną ilość marihuany, hodować w przydomowym ogródku określoną liczbę wiadomych roślin, podarować komuś nieco suszu w prezencie albo nabyć go w sklepie,
a następnie zużyć w sposób dozwolony przepisami prawa.
Palenie w miejscach publicznych jest, póki co, zabronione, ale manifestanci nie przestrzegali tego zakazu.
Nie wiadomo jednak, między innymi, tego, czy posłuchali nawoływań wyjątkowo aktywnych
z powodu koincydencji Wielkiej Nocy & 20 kwietnia kaznodziejów i zwrócili uwagę na fakt, że ten ktoś, co gdzieś... kiedyś... podobno..., równie dobrze mógł przecież w Kanie Galilejskiej przemienić słomę w marihuanę, na pamiątkę czego jakaś 1/6 ludzkości co niedziela, jeśli nie częściej, upalałaby się równo, albo, że owa marihuana nie musi być wcale jedyną siłą potężniejszą od ludzkiej mocy
(= uwierzyłeś, że gandzia może więcej niż ty, spróbuj teraz uwierzyć jeszcze w coś innego – takie mniej więcej rozumowanie).
Zdjęcie poniżej, autorstwa Arne Hückelheima, zostało zrobione w okolicach Dhaulagiri
w Himalajach.
Takie chwasty rosną u podnóża Białej Góry, jak gdyby nigdy nic.
A ona trwa, proszę sobie wyobrazić, nieporuszona.
W tym roku Wielkanoc wypadła 20 kwietnia.
Tego samego dnia (cóż za zbieg okoliczności: w najbliższym tysiącleciu taka sytuacja powtórzy się zaledwie 33 – trzydzieści trzy, proszę zauważyć – razy), w którym w USA od jakiegoś czasu organizuje się Wiece Trawy. Zgromadzenia Gandzi. Manifestacje zwolenników konopi.
Legalizacji i użycia. Pot Rallies.
Jedna z nich odbyła się w Denver. Pierwszy raz od uchwalenia sześćdziesiątej czwartej poprawki
do konstytucji (stanu Kolorado), zgodnie z którą każdy obywatel powyżej 21 roku życia, a więc pełnoletni, może posiadać pewną ilość marihuany, hodować w przydomowym ogródku określoną liczbę wiadomych roślin, podarować komuś nieco suszu w prezencie albo nabyć go w sklepie,
a następnie zużyć w sposób dozwolony przepisami prawa.
Palenie w miejscach publicznych jest, póki co, zabronione, ale manifestanci nie przestrzegali tego zakazu.
Nie wiadomo jednak, między innymi, tego, czy posłuchali nawoływań wyjątkowo aktywnych
z powodu koincydencji Wielkiej Nocy & 20 kwietnia kaznodziejów i zwrócili uwagę na fakt, że ten ktoś, co gdzieś... kiedyś... podobno..., równie dobrze mógł przecież w Kanie Galilejskiej przemienić słomę w marihuanę, na pamiątkę czego jakaś 1/6 ludzkości co niedziela, jeśli nie częściej, upalałaby się równo, albo, że owa marihuana nie musi być wcale jedyną siłą potężniejszą od ludzkiej mocy
(= uwierzyłeś, że gandzia może więcej niż ty, spróbuj teraz uwierzyć jeszcze w coś innego – takie mniej więcej rozumowanie).
Zdjęcie poniżej, autorstwa Arne Hückelheima, zostało zrobione w okolicach Dhaulagiri
w Himalajach.
Takie chwasty rosną u podnóża Białej Góry, jak gdyby nigdy nic.
A ona trwa, proszę sobie wyobrazić, nieporuszona.
Ale masz zdrowie, żeby aż pod Himalaje . Wystarczy do sąsiadów za Olzę skoczyć , oni zyczliwi i górek takich wysokich nie ma.
OdpowiedzUsuńDepenalizacja? Tak. Ale text jest o czymś innym.
OdpowiedzUsuń1. Wierni co niedziela mogą sobie na wino co najwyżej popatrzeć, bo jedynie kapłan je pije, a oni nie.
OdpowiedzUsuń2. Gdyby przystępowanie do Stołu Pańskiego pozostało w postaci chleba i wina to, najprawdpodobniej, liczba chętnych wiernych by wzrosła.
3. A gdyby, z powodu niezrozumiałego dla nas postanowienia, ustanowiono trawę symbolem przymierza, to zapewne dzisiaj zwykli wierni dostawaliby jedynie kawałek makowca, a dym szedłby jedynie od ołtarza.
Pozdrawiam
Ad.1 Jak zmienisz wyznanie... pardonnez-moi: przyjmiesz inne, niż powszechnie w ojczyźnie obowiązujące, to też możesz pić:)
UsuńAd.2 Przystępowałem przed laty... przereklamowane...
Kłaniam nisko:)
Próbuję, Panie Wachmistrzu, dać do zrozumienia, że nie trzeba zaraz do utrakwistów przystawać, bo w ramach wyznania powszechnie obowiązującego przysługuje wiernym, co im przysługuje, ale, widzi mi się, na próżno?
UsuńZ kolei na piciu ja zanadto się nie znam, ale bezwyznaniowcom ono dozwolone, chyba że o czymś nie wiem?
Ad 1 - to już wedle zwyczajów miejscowych (czy raczej wspólnotowych).
OdpowiedzUsuńAd 2 - jednakowoż przykład grekokatolików...
Ad 3 - z kolei w symbolu ziarenka maku liczyć...
Osobiście jakoś sobie radzę bez opium (także tego dla mas)... Natomiast prawdziwą tragedią i początkiem końca ludzkości będą czasy, gdy siepacze rządzących będą tępić winną latorośl i ścinać za posiadanie kielicha...:(
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Tym się nie turbujmy, kielichy wznieśmy.
UsuńNo cóż:
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=LOKFCWiekN4
hehehehe :-)